MS

Hej, tu Michał Śliwiński, założyciel Nozbe - aplikacji do zadań dla nowoczesnych zespołów. Po polsku piszę o produktywności. Wierzę, że praca to nie jest miejsce do którego idziesz, ale to co robisz.

Wnioski z eksperymentu detoksu od mediów społecznościowych

👨🏼‍💻iMagazine

Już październik. Pojawiły się nowe sprzęty od Apple’a, nowy iOS i iPadOS, ale o tym więcej napiszę za miesiąc… Muszę przecież ten system porządnie potestować. W tym miesiącu chciałbym więc podzielić się z Tobą wnioskami z mojego eksperymentu “detoksu od mediów społecznościowych”, o którym pisałem w majowym wydaniu iMagazine.

Ten felieton jest z wydania z października 2019 iMagazine

Jak wyglądał mój “odwyk” od mediów społecznościowych?

Zachęcam do przeczytania mojego majowego artykułu, ale dla przypomnienia: usunąłem wszystkie aplikacje takie jak Facebook, Twitter czy Instagram. Na miesiąc. Potem teoretycznie do nich wróciłem, ale nie do końca. I o tym właśnie będzie w tym miesiącu. Czy wróciłem do starych nawyków? Czy znowu kompulsywnie sprawdzam Instagrama?

FOMO to prawda. Uważaj na FOMO!

FOMO - z angielskiego: Fear of Missing Out (czyli strach przed tym, że mnie coś ciekawego omija) jest niesamowitym fenomenem i każdy z nas jest na niego podatny. Naprawdę!

Pamiętam moment, kiedy po miesiącu pełnego detoksu od mediów społecznościowych wszedłem na “Fejsa” i zacząłem przeglądać wpisy ludzi… Bardzo szybko zacząłem czuć się w pewien sposób odosobniony, gorszy, niedoinformowany. Po około 15 minutach “złapałem doła” i zacząłem czuć się po prostu źle!

Bardzo mnie to zdziwiło, więc zamknąłem Facebooka i od tamtego czasu podjąłem decyzję, że nie wchodzę tam, jeśli nie mam powodu (o czym poniżej).

Aby nie poddać się FOMO i nie wpadać w depresję, tak oto radzę sobie z mediami społecznościowymi:

Instagram - raz w miesiącu :-)

Zacznę od tego, że kiedy już odpuściłem Insta, wcale mi go nie brakowało tak, jak się tego obawiałem. Nie martwiłem się, że nie wrzucam zdjęć i stories oraz nie śledzę wszystkiego na bieżąco.

Przez ostatnie miesiące odwiedziłem Instagram zaledwie dwa lub trzy razy. Najpierw zainstalowałem go na iPadzie, ale niestety applikacja działała fatalnie, więc znowu ją usunąłem.

Stanęło na tym, że w ostatni piątek miesiąca (“piąteczek” w Nozbe) ściągam Instagram na telefon, przeglądam zdjęcia przez około 30 minut i ponownie odinstalowuję. I do następnego miesiąca wcale mi go nie brakuje… Taka częstotliwość jest dla mnie optymlana.

Facebook - “nie chcem, ale muszem” :-)

Aplikację Facebook mam na iPadzie, ale, tak jak napisałem wyżej, w ogóle jej nie odpalam, jeśli nie muszę. Co więcej mam włączony Screen Time na maksimum 5 minut dziennie i z dumą stwierdzam, że więcej mi nie potrzeba - Facebook mnie nie kusi. Niestety czasami muszę tam wejść “służbowo”, kiedy ktoś z firmy pokazuje mi, że jest dyskusja, w której powinienem się odezwać bądź post, który warto polubić lub skomentować.

Kiedy publikuję nowy wpis na blogu, wrzucam go na “walla”. I tyle. Nic więcej. Nie wchodzę na “Fejsa”, by przeglądać nowe posty - w ogóle nie mam takiej potrzeby.

Ciągle nie odinstalowuję Messangera, bo jednak się przydaje. Ludzie często kontaktują się ze mną w ten sposób, i dzięki temu jestem w kontakcie ze światem.

Twitter - trochę mi go brakuje :-/

Nie mam Twittera na iPhonie. Na iPadzie - tylko jako Tweetbot. W tym przypadku również ustawiłem opcję Screen Time na 5 minut dziennie i 30 minut w piątki. Czasami niestety omijam ten limit, za co mi wstyd.

Aby łatwiej było mi się ograniczać, zmniejszyłem liczbę osób, które śledzę na Twitterze, więc nawet po kilkudniowej nieobecności mam do przejrzenia tylko kilkaset wpisów, co zajmuje mi mniej niż 15 minut. Najciekawsze polecane artykuły wrzucam do Pocketa i czytam je w “piąteczki”.

Reeder - RSS wraca do łask!

Na iPhonie ciągle mam zainstalowaną aplikację Reeder i tam subskrybuję RSS blogów, które mnie interesują. Dzięki temu czytam faktycznie to, co mnie ciekawi, a nie przypadkowe teksty wspomniane przez ludzi w mediach społecznościowych. Gdy ktoś poleca wartościowy artykuł z bloga, którego nie znam, często dodaję go do Reedera, aby poczytać w przyszłości. Gdy okazuje się, że jakiś blog nie daje mi wartości, usuwam go.

Podcasty i książki znowu wróciły na top!

Subskrybuję obecnie coraz więcej podcastów. Ponadto kupiłem sporo nowych książek na Audible. Część z nich przerzuciłem na zegarek, więc gdy wychodzę z domu, słucham zamiast wgapiać się w ekran. Najnowsze AirPodsy mam zawsze w kieszeni, więc kompulsywne oglądanie ekranu telefonu… zastąpiłem kompulsywnym słuchaniem ciekawych treści.

Powiadomienia mam wszędzie powyłączane

Nie muszę chyba wspominać o tym, że nawet jeśli mam na urządzeniu zainstalowane jakieś aplikacje mediów społecznościowych, wyłączam w nich wszelkie powiadomienia. Nie życzę sobie zaczepek. Dziękuję!

A wracając do FOMO… i nowych iPhone’ów

Przyznałem się już, że Twittera ciągle przeglądam, choć znacznie rzadziej i nie tak kompulsywnie, jak kiedyś. Zapewne dlatego, że nie mam appki na telefonie. Pamiętam jednak, że w przeddzień zamówień nowych iPhone’ów znowu włączyło mi się FOMO…

A więc tak: kupię nowego iPhone’a Pro (co roku zmieniam telefon na nowy… taka praca) i kupię nowy zegarek (chcę odczuć ten ekran “always on”), jednak nie muszę go mieć pierwszego dnia dostępności. W ogóle mi na tym nie zależy. Niestety, gdy tylko zacząłem przeglądać Twittera i zobaczyłem, że ludzie wokoło zamawiają, czekają na kuriera, znowu włączyło mi się FOMO - może powinienem był zamówić? Dlaczego oni już mają, a ja jeszcze nie? Co teraz ze mną będzie?

Czy obserwujesz to u siebie? Media społecznościowe sprawiają, że FOMO łatwo może się włączyć i dość szybko przewartościować tematy. Nagle może zacząć ci zależeć na czymś, na czym ci tak naprawdę nie zależy. Presja innych płynąca z social mediów działa silniej, niż się spodziewasz.

Warto się odciąć - polecam wszystkim!

Jestem bardzo zadowolony z mojego eksperymentu i z jego wniosków. Jak widzisz, ciągle się miotam i wcale nie jestem zupełnie uodporniony na FOMO i inne skutki mediów społecznościowych. Zdaję sobie jednak z tych mechanizmów sprawę dużo bardziej niż przed eksperymentem.

Dlatego polecam wszystkim podobne ćwiczenie. Miesiąc odcięcia wystarczy. Mam teraz więcej czasu na pisanie, myślenie, analizowanie strategii Nozbe… Jestem też dużo spokojniejszy i dużo mniej podatny na opinie innych. Po prostu czuję, że “robię swoje”. I o to chyba chodzi, prawda?

Wnioski z eksperymentu detoksu od mediów społecznościowych